piątek, 21 sierpnia 2009


...dzisiejszej nocy mieliśmy już nasze nagrania na nośnikach, w kieszeni.
dzisiejszego poranka miałem czuć się wspaniale, miałem w koncu coś na co tak długo pracowałem. miałem zająć się zaczątkami promocji i planowaniem całego jej przebiegu. było inaczej. odcięty od świata, poraz kolejny ukarany poprzez frustracje "starej, zgożkniałej rozwódki" od której nie potrafię się uniezależnić. jej luki w pamięci występują coraz częsciej i sytuacja w domu cierpi na tym najbardziej.
przez cały proces nagrywania i przygotowań do tego, z zespołem spędziłem mnóstwo ciężkich godzin na pracy, i ja o niczym innym nie byłem w stanie myśleć. teraz wszyscy odpoczywają/pracują/planują. Zagiera nie widziałem od dłuższego czasu, jest zajęty pracą. Sandra przeżywa swoje sercowe ekscesy. Barket przyjedzie dopiero na święta. wielu innych znajomych powyjeżdżało bądź też przestało się odzywać.
dziś czułem się wyjątkowo samotny.
szczerze mówiąc nie pamiętam jaki byłem wcześniej. może to wszystko w jakiś sposób wiąże się z moją utratą osobowości.
nie ma już osób bliskich, ani ja nie czuję się bliski dla nikogo. nie mam nic ciekawego nikomu do powiedzenia.
co u mnie?... no właśnie..
nie mam pojęcia jak odpowiedzieć.
ostatnio spotkałem się z Agatą i Kubą których nie widziałem od miesiąca. mimo iż spędziłem z nimi jeden z lepszych miesięcy tego roku to teraz cały czas gubię myśli gdzieś między ich słowami i zupełnie nie wiem jak rozmawiać z kimkolwiek.
uwielbiam ich słuchać. te pełne życia, młode głosy pięknych ludzi do których chciałbym należeć.

fajnie by było powiedzieć komuś, że "kocham". niestety nie jest to takie łatwe. mimo iż jestem wspaniałym kłamcą to nie skłąmałbym znowu, że kocham bo pewnie sam bym w to uwierzył. nie zamierzam tracić poraz kolejny czasu na toksyczny, mało prawdziwy związek. kilka dni temu była rocznica mojego bycia "singlem". to całkiem ładny wynik.
nie kocham
nie lubię
nie szanuję
siebie.
bardzo za to kocham tych którzy beztrosko marnują ze mną czas, mimo mojego braku preferencji do bycia jednym z was.
miłej zabawy w la dolce vita tego wieczoru (S. & K. buziaczki)
żałuje, że mnie nie ma, ale mam osiemnascie lat i nie mogę poraz kolejny wracać do domu "starej, zgożkniałej rozwódki" w nocy.